Płyty

Columbus Duo, storm

numer katalogowy: DSM#7

data wydania: 2008-10-01

utwory

  1. Vitre
  2. Mara
  3. Motherfucker
  4. Takemura
  5. Basses
  6. Piano
  7. Pleasure plik audio

info

"Storm" jest najbardziej eklektycznym dziełem duetu, w pewnym sensie podsumowującym całą twórczość braci. Obok coraz odważniejszych eksperymentów z elektroniką znajdziemy tu gitary jakby żywcem przeniesione z płyt formacji Thing, a także kameralne opowieści po francusku, jakie cechowały pierwsze albumy Columbusa. Storm to płyta zróżnicowana, a przy tym spójna, o czym decyduje niezmienny priorytet braci, jakim jest niezależne od mód i trendów poszukiwanie formy pełnej napięć i niepokoju. Materiał został nagrany przez braci Kapsa (Contemporary Noise Quintet) w Electric Eye Studio i zmiksowany w Gdańsku przez Emitera i Jacaszka.

recenzje

recenzja alternativepop.pl

Opowiadanie o pożytkach płynących ze słuchania Columbus Duo jest jak zachwalanie wakacyjnej miłości. Ledwo co człowiek zacznie o niej mówić, a szybko milknie i wyraz błogości długo nie znika mu z twarzy. Nieważne, ile przez nią wycierpiał, ile się nachodził i naczekał. Jakże potem wszystko smakowało! Wybornie!

Tak, jak smakuje szósty w karierze album duetu Columbus Duo, który tworzą bracia Irek i Tomasz Swoboda. Niegdyś ten istniejący siedemnaście lat duet słynął z gitarowego noise'u, serwowanego pod nazwą Thing. Obecne oblicze grupy jest nieco łagodniejsze. Albumem "Storm" bracia próbują pokazać, że wszystko w muzyce (i nie tylko) ma dwie strony medalu, także i hałas. Przenoszą punkt ciężkości w swojej muzyce z przerażającego w strukturze i wyjątkowo depresyjnego w nastroju noise'u w kierunku powtarzalności i złowieszczej ciszy, nie pozbawiając przy tym swoich kompozycji energii i emocji. "Storm" nie przynosi więc burzy z piorunami i nawałnicy. Co nie oznacza, że słuchając tego albumu zaśniecie. Nic bardziej mylnego. Ta eklektyczna muzyka ma wystarczającą siłę, żeby wciągnąć Was na samo dno dźwiękowego oceanu, bez jakiejkolwiek przynęty. Przepadniecie słuchając zarówno odważnych gitarowo-elektronicznych eksperymentów, które znalazły się na otwierającym krążek "Vitre" jak i na minimalistycznych - pozornie tylko grzecznych i ugładzonych muzycznie - francuskich opowieści typu "Motherfucker" czy "Basses".

Oczywiście niezależnie od tego, czy usłyszycie na tej płycie rzężące gitary, ograniczajace się czasem do "tadap ti tadap, ta tap" szczątkowe teksty i linie melodyczne, czy też stonowane elektroniczne plumknięcia, zawsze będziecie mieć doczynienia z podskórnym napięciem i stopniowaniem emocji. A to, jak powszechnie wiadomo, w muzyce jest najważniejsze.

Na potwierdzenie klasy albumu dodam tylko, że w produkcję i miks zaangażował się nie kto inny, jak sam Michał Jacaszek. Życzę miłej konsumpcji. ocena[9/10] Ewa Kuba, 31.10.2008

Alternativepop.pl

Ewa Kuba, Alternativepop.pl [2008-10-31]