Płyty

columbus meets arszyn, columbus meets arszyn

numer katalogowy: DSM#8

data wydania: 2009-04-21

utwory

  1. Boza
  2. Tuszenie
  3. Sacred Noise
  4. Skanuję się do snu
  5. Varna
  6. Trzy tygodnie w drodze
  7. Przejście podziemne
  8. Skanuję się do snu (instrumental)

info

Okładka nie kłamie. Dwie mikroformacje polskiej sceny niezależnej znalazły się w tym samym miejscu o tej samej porze: doszło do prawdziwego muzycznego spotkania. Choć mieszkają ledwie parę kilometrów od siebie, spotkali się w Szubinie, w Electric Eye Studio braci Kapsów. COLUMBUS, czyli braterskie duo od kilkunastu lat eksplorujące różnorakie gitarowe obszary: jako THING grali jeden z pierwszych noise’ów w naszej ojczyźnie, jako COLUMBUS zahaczyli o jazz i minimal. ARSZYN, czyli Krzysztof Topolski: perkusista i artysta dźwiękowy znany z formacji Ludzie, ze współpracy z Emiterem, z solowych projektów oraz autorskich warsztatów. COLUMBUS meets ARSZYN to wszystkie te doświadczenia zebrane w jednym miejscu i jednym czasie: noise i kameralistyka, jazz i americana, awangarda i country, hałas i cisza.

Choć tytuły utworów brzmią niekiedy śpiewnie, choć to efemeryczne trio wspomógł wokalnie Paweł „Paulus” Mazur, choć muzycy grają nawet równo i mają za sobą wiele lat doświadczeń, płyta – wiadomo to już w dniu jej wydania – nie znajdzie się na szczytach list przebojów. Wspomniane doświadczenia to bowiem doświadczenia w sensie laboratoryjnym: próby, eksperymenty, nierzadko grożące poparzeniem, oślepieniem i – zwłaszcza – ogłuszeniem. Tym razem muzycy dawkują poszczególne składniki z wyjątkowym umiarem, namysłem i wyczuciem. Trafiają one do ucha wydestylowane, dokładnie odmierzone, by zaatakować je w konkretnym punkcie, w tym a nie innym ułamku sekundy.

COLUMBUS meets ARSZYN to spotkanie nastawione na intensywność dźwiękowego przeżycia. I dowód, że muzyka nie stoi w miejscu.

 

recenzje

recenzja Tapczan.info

Sesja nagraniowa Columbus meets Arszyn miała miejsce 3 lata (sic!) temu. W międzyczasie zdążył powstać tapczan.info, Hiszpanie zdobyć mistrzostwo Europy a Amerykanie wybrać nowego prezydenta. Dlaczego aż tyle trwał okres między nagraniem, a wydaniem tego materiału? Nie mam na to pytanie odpowiedzi, ale wiem za to że czekać było zdecydowanie warto.

 

Columbus meets Arszyn to spotkanie muzycznych osobowości czyli rodzinnego duetu Columbus oraz Arszyna alias Krzysztofa Topolskiego - ekperymentatora i improwizatora zarazem, kolaborującego głównie z elektroniką. Na “Columbus meets Arszyn” to przede wszystkim jednak perkusista współtworzący drzewiej m.in. z grupami Ludzie czy Kobiety. Historia tej  płyty jest bardzo krótka: kilka spotkań, sesja nagraniowa i raptem jeden wspólny koncert, który miałem szczęście zobaczyć. Trzy lata temu dla garstki ludzi w jakiś zapyziały listopadowy wieczór. Koncert, który który jest zadziwiająco wysoko w moim osobistym rankingu. 40 minut muzyki która, zabrzmiała doskonale i powalający materiał. Głównie przez ten koncert czekałem na to wydawnicto jak na mannę z nieba. Zwłaszcza, że dzisiaj praktycznie nie wyczekuję już płyt żadnego wykonawcy. Za dużo tej muzyki wychodzi, więc stałem i podejrzliwy i ogólnie nieufny.

Wydawnictwo Colmbus meets Arszyn to także kilka (nie)głośnych nazwisk; prócz wymienionych już muzyków wokalnie udzielił sie także trójmiejski poeta, prozaik i przy okazji malarz i rysownik - Paweł Paulus Mazur. Produkcja to Karol Schwarz (ten od Karol Schwarz All Stars i Prawatt) a także Cezary Joczyn i sam Irek Swoboda. Masteringiem za to zajał się niejaki Jacaszek. Całość nagrana u … braci Kapsów. Tyle jeśli chodzi personalia, choć gołym okiem widać że towarzystwo doborowe.

Płyta niesie osiem utwórów. No tak, niby osiem ale jeden jest w dwóch wersjach. Dobrze, niech będzie że osiem. Ledwie ponad pół godziny muzyki. 32 minuty pośród których nie ma ani sekundy wypełnionej niepotrzebnymi dźwiękami. Ani jednej przypadkowej nuty. Swoja drogą - to chyba najbardziej eklektyczne wydawnictwo w którym maczali swoje paluchy bracia Swoboda.

Otwierający płytę “Boza” to mocno nabijany, nerwowy rytm i prosta, ale zapadająca w pamięć melodia. Dominująca rytmiczna skolioza choć trzeba się wsłuchać, bo pozornie w tej materii niewiele się dzieje. Echa Don Caballero z czasów powalającego “American Don”. Explosions in the Sky przejawia się za to w wystrzelonej hen daleko w kosmos gitarze, a w ramach gratisu słowiańska nuta melancholii. Prosto, ale skutecznie. Potężnie, ale nie przytłaczająco.

Drugi na płycie “Tuszenie” to taki klasyczny można powiedzieć, Columbusowy minimal. Kroczące, niepokojące dźwięki basu i gitary, akcentowane przez perkusjonalia. Schizofreniczny, duszny klimat nie rozjaśnia sie ani przez moment. Po niecałych trzech minutach zderzenie z potężną ścianą dźwięku w kolejnym numerze. Żaden lichy regips ale żelbet jak w fortyfikacjach linii Maginota. Nieprzerwanie przez półtorej minuty. Co tu dużo pisać: tytuł “Sacred noise” zobowiązuje. To swoiste preludium do kolejnego utworu.

“Skanuję się do snu” - zdecydowanie najmocniejszy punkt płyty ( wraz z wersją instrumentalną koncząca płytę). Przez charakterystyczną melodeklamację Paulusa Mazura nasuwają się luźne skojarzenia ze Świetlikami. Jeśli jednak wsłuchać się w muzykę to dryfujemy daleko w rejony nie zapaskudzone jeszcze przez rockowe bandy. Niby prosta, motoryczna perkusja a wciąga jak narkotyk. Gitara powtarzająca te same przytłumione dźwięki. Ascetyczny, głęboki bas buczący w tle. Piekielnie proste środki, a efekt taki jak trafienie szóstki w totka.

Zwłaszcza wersja instrumentalna, wzbogacona o dźwiękowe szaleństwa, zapętlone głosy i tym podobne wygibasy autorstwa Arszyna “Skanuje się do snu” rozkłada kompletnie na łopatki. To jest właśnie taki przypadek muzyczny, że gdy rozłoży się ten numer na części pierwsze - nic niezwykłego nie znajdujemy. Te same składniki co wszędzie. Żadnych szczególnych rozwiązań taktycznych . Przy zlepieniu w całość okazuje się, że nikt nie gra tak jak oni.

Co dalej? Piąty na płycie “Varna” znowu zwrot w inną stronę. Ambient? Elektronika? Są trzaski, ale nie Mikołaj. Postindustrialne tyrpanie, popiskiwanie, trochę żywej perkusji i gitar traktowanych a rebours. Zresztą to ostatnie mogłoby się odnośić całkiem poważnie do całej płyty. Szósty na płycie to “Trzy tygodnie w drodze”. Trudno tu o tytuł lepiej oddający dźwięki. Zaczyna się spokojnie - od akordów basowych i gitary jakby wyciętej z jakiegoś westernowego szlagieru Ennio Morricone. Brzmi trochę kowbojsko, pachnie mrocznym bluesem spod znaku Nick’a Cave. Dalej jest szybciej, bardziej motorycznie. Nigdy nie sądziłem że coś takiego napiszę o Columbus, ale - to kawał porywającego rock’n'rolla i melodia, od której ciężko się uwolnić. Zapewne trasę z Chicago do Los Angeles legendarną 66-tką pokonuje się znacznie szybciej aniżeli w 3 tygodnie, to mimo to mam wrażenie, że utwór został napisany szczegółnie na tą okazję.

Siódme na płycie “Przejście podziemne” to znów jazda po bandzie w kierunku radykalnej zmiany nastroju. Gdzieś między postrockiem, a jazzową improwizacją. W jednym momencie szalona i stonowana forma z saksofonem w tle prowadząca do dźwięcznej  egzaltacji w finale, choć wracająca w końcu na wcześniej obrane tory. Płytę kończy wspomniany już “Skanuję się do snu” w wersji instrumentalnej, dużo bardziej smakowitej, choć polecam obie. Cóż, lepszy finał płyty naprawdę trudno sobie wyobrazić…

Świetna płyta, choć można by jej postawić zarzut stylistycznego rozstrzału na małej, półgodzinnej przestrzeni. Każdy kolejny utwór to zgoła osobna muzyczna historia. Nie zawsze sa to historie łatwe w odbiorze. Warto jednak pamiętać, że to bardziej zapis muzycznego spotkania, aniżeli kolejnej płyty regularnego zespołu. Nie odwracając jednak kota ogonem… To nie jest płyta, którą ktokolwiek uwzględni w corocznych notowaniach (może poza tapczanem oczywiście). Tu nie ma radiowych przebojów. Mikronakład, mikrolabel, dwa mikrozespoły, żadnej praktycznie reklamy… Nie będzie też trasy koncertowej, ani nominacji do superjedynki czy innego fryderyka. Nikt nie zaprosi ich do tańca na lodzie.  Nie wiem czy po tym wszystkim ktoś mi uwierzy na słowo, ale mimo wszystko to naprawdę świetna płyta…

Łukasz Lembas, www.tapczan.info [2009-05-05]